Bufonada Bronsia i Sowy psuje rocznicowe uroczystości w Oleśnicy


Dopiero 7 czerwca zorganizowano uroczystą sesję Rady Miasta upamiętniającą wybory 4 czerwca. Opóźnienie miało zapewne związek z wyjazdem Jana Brosia do Gdańska, który właśnie 4 czerwca wolał uczestniczyć w tamtejszych wydarzeniach, zorganizowanych przez panią Dulkiewicz i z udziałem Donalda Tuska.


Na uroczystości w Oleśnicy zaproszono m.in. radnych wszystkich kadencji, czyniąc z wydarzenia spotkanie samorządowców.

Niestety całość sprawiała wrażenie nieprzygotowanego zwołania ludzi. Luki scenariuszowe i zastanawianie się "co dalej" w trakcie wydarzenia nie były jednak największą wadą tego spotkania.

Otóż podkreślano, iż 4 czerwca 1989 roku miały miejsce "pierwsze wolne wybory", co jest oczywistym kłamstwem historycznym. Wybory były bowiem realizacją kontraktu z rządzącym krajem reżimem, gwarantującą mu 65% miejsc w Sejmie! Zauważył to poprzedni burmistrz Michał Kołaciński, który napisał:

"Właśnie uczestniczę w uroczystej sesji Rady Miasta, w czasie której Pan Burmistrz wynosi pod niebiosa historyczne wybory 4 czerwca, uznając że to była jedynie słuszna droga do wolności. Ani słowa o tym, że wyłoniony sejm kontraktowy dawał gwarancję bezbolesnej transformacji aparatowi PZPR i uwłaszczenia się aparatu partyjnego na majątku wspólnym, że prawdziwie wolne wybory wyłoniły rząd Jana Olszewskiego, który ci sami architekci okrągłego stołu obalili, gdy zaczął zagrażać interesom postkomuny. Ot historia widziana z różnych perspektyw."

Gorzka konstatacja Michała Kołacińskiego nie zamyka kwestii nieudanych obchodów tej rocznicy.

Z otwartej formuły wypowiedzi skorzystał Andrzej Sowa, kiedyś radny, ostatnio koordynator kampanii wyborczej, a teraz zleceniobiorca rozmaitych - bardzo kosztownych - zleceń ze strony kierowanego przez Jana Bronsia samorządu. O interesach miasta z Sową szeroko informuje "Panorama Oleśnicka", wystarczy przypomnieć pisanie na Fejsbuku za - uśredniając - 160 zł od posta czy kontrakt "na promocję" za ok. 7 tysięcy miesięcznie. Teatralny występ Andrzeja Sowy odebrano z zażenowaniem jako laurkę dla władz, nie mającą niczego wspólnego z wyborami 1989 roku czy "Solidarnością".

Groteski nie wytrzymał Andrzej Paweł Szachnowski, radny pierwszej kadencji, opozycjonista w latach PRL, relegowany ze szkoły za "Solidarność". Jedyny wypowiadający się podczas uroczystości człowiek, który czynnie uczestniczył wówczas w walce o wolność i demokrację.

Szachnowski zapytał Bronsia wprost:

"Skoro mógł przemawiać Andrzej Sowa, koordynator kampanii wyborczej Jana Bronsia, skoro burmistrz Jan Bronś mówił o wrogości, nie wiedzieć czemu, postawię dwa retoryczne pytania: Czy zeszłoroczna kampania wyborcza była przejawem wrogości wobec ówczesnego burmistrza Michała Kołacińskiego? Czy brudna kampania wyborcza i fake newsy były przejawem, jak to ująłeś, personalnej wrogości? Jasiu, czy ty wygrałeś te wybory w uczciwej walce wyborczej?"

Janowi Bronsiowi zabrakło odwagi, by odpowiedzieć na postawione pytania. W zawiły i nieskładny sposób próbował wybrnąć z niezręcznej sytuacji:

"Jeśli jakakolwiek kampania prowadzona przeze mnie była nieczysta, to jest wymysł tych, którzy taką nieczystą kampanię prowadzili. Jak mawiał prof. Dynak, najsilniejszy jest aparat projekcji. Czyli ludzie zwykli przekładać motywy własnego postępowania na postępowanie innych. Złodziej w każdym widzi złodzieja. Jeśli ktokolwiek prowadził nieczystą kampanię, to na pewno nie ja" - odpowiedział Bronś, dodając, że to przecież jego "ciągano po sądach".

Cóż, przypominamy panu Bronsiowi, że do sądu trafił z powodu rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Kampania Bronsia była w ocenie wielu osób wyjątkowo brudna i oparta na kłamstwach. Nie ma w tym przypadku znaczenia, że rozpowszechniał je jego sztab - on sam nigdy nie odciął się np. od fejk niusów dotyczących rzekomego planu posadowienia przez burmistrza Michała Kołacińskiego pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Placu Zwycięstwa.

A co z sądem? Cóż, Jana Bronsia postanowieniem Sądu Okręgowego we Wrocławiu uznano za winnego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji w czasie kampanii wyborczej i orzeczono o przepadku jego materiałów wyborczych. Ze wstydem filmiki z wypowiedziami Bronsia usuwano z portali lokalnych mediów.

Tyle znaczą jego tłumaczenia o "aparacie projekcji". Przekręconą wypowiedź o "petunia non olet" (powinno być "pecunia") sobie darujemy. Możemy co najwyżej przypomnieć panu Bronsiowi jego własny przytyk do jednego z oponentów, w którym parafrazował wypowiedź M. Twaina, że lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Wielu uczestników uroczystej sesji było zażenowanych zaistniałą sytuacją. Z jednej strony z wydarzenia usiłowano zrobić niesmaczną akademię ku czci Jana Bronsia. Z drugiej nie zadbano o ducha wspólnoty samorządowej. To oczywiste, że możemy się różnić, ale zawsze dobrem najwyższym było dla nas dobro Oleśnicy i jej mieszkańców.

W przeciwieństwie do obecnych władz Oleśnica Razem uznaje ciągłość zarządzania miastem. Nie dezawuujemy dokonań innych. Gdy w 2015 roku obchodziliśmy 25-lecie oleśnickiej samorządności, burmistrz Michał Kołaciński zaprosił do wspólnych obchodów wszystkich radnych ze wszystkich kadencji, obu poprzednich burmistrzów, pierwszego przewodniczącego Rady Miejskiej I kadencji... Czuć było wzajemny szacunek i ducha wspólnoty oraz samorządu, a przy tym współodpowiedzialność za wspólne dobro - Oleśnicę.
Olenicka rzeczywistojpg Teraz z ważnego, wspólnotowego wydarzenia uczyniono polityczną imprezę. I to w bardzo złym smaku.

- Odmienność poglądów zamienia się we wrogość osobistą - powiedział Jan Bronś. My tak nie uważamy, ale być może u Jana Bronsia zadziałał jego "aparat projekcji".