Dziennikarska (nie)dola

Dziennikarze bywają różni. Można być dziennikarzem "kreatywnym", wpływającym na rzeczywistość chociażby poprzez używanie przeróżnych narzędzi oddziaływania słowem (fałszywym) i obrazem (nieistniejącym), co zwykle owocuje wdzięcznością różnych grup. Niekiedy taka "kreatywność" może przy okazji zaowocować adekwatną do tejże wdzięczności gratyfikacją.

Ale można być też dziennikarzem innym, może trochę niepostępowym, czy wręcz - o zgrozo - rzetelnym i obiektywnym. Takim, który nie sili się na kreowanie rzeczywistości, lecz po prostu relacjonuje fakty i mówi prawdę. Nie zawsze wygodną? Ot, sam sobie ewentualnych represji winny.

Przypadkiem, bo przecież nie z "wiodących" oleśnickich mediów, dowiedziałem się o zwolnieniu z pracy Pana Andrzeja Szachnowskiego. Przez lata wykonywał sumiennie pracę kuriera w starostwie powiatowym w Oleśnicy. Nieopatrznie, po zmianie władzy, jako wnikliwy obserwator oleśnickiej rzeczywistości, pozwolił sobie opublikować... krytykę? ocenę? a może, jak wielu sądzi, kilka słów prawdy o minionej kampanii wyborczej i jej uczestnikach?

Najwidoczniej to za wiele dla zwycięzców. Wedle starej zasady - kto nie z nami, ten przeciw nam - dopuścił się Pan, Panie Andrzeju, "grzechu śmiertelnego", więc konsekwencje nie dziwią.

Marek Hłasko miał powiedzieć, że w pewnych realiach obowiązuje tzw. dintojra. Polecam tego autora wszystkim zainteresowanym.

Michał Kołaciński